Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2018

Oslo - dzień pierwszy

I stało się. Norwegian o czasie i lecimy. Lot spokojny, obok starszy pan czyta sobie książkę - zerkam dyskretnie, ha! po norwesku! Nakręcam się podwójnie. Czy już wspominałam, że przywitałam się z panią stewardessą po norwesku, aonamnie chyba zrozumiała? :) Heh, brawo ja! Zbliżając się do Gardemoen lekki niepokój - w dole biało, a woda w jakiejś ślepej odnodze fiordu zamarznięta.. Na szczęście na miejscu jednak 14 stopni i przyjemne ciepełko. No dobra, po pewnym błądzeniu - moim skromnym zdaniem słabe oznakowanie z info jak się dostać do peronów pociągów. W końcu się udało. W punkcie Rutera kupuję od razu Oslo Pass na 72h i bilet na pociąg NSB do centrum Oslo. Koszt 101 koron więc znacznie taniej niż expresowy Flytoget, a czasowo podobnie, i też dosyć często je...

Odliczanie - 10...

Jeszcze dziesięć dni :) Nie mogę się doczekać, choć klasyczny reisefieber już się włączył. Co zabrać do ubrania? Bo przecież może być konkretnie zimno, a trzeba się w kostkę rosołową zapakować. Jeszcze tydzień temu prognozy nie były takie złe, a wręcz całkiem przyjemne - miłe 15 st w ciągu dnia i słoneczko. Bosko. Co z tego skoro dzisiaj słońca przewidują tyle co nic, za to deszcz i owszem. I bądź tu mądry... Nic to - zobaczymy co będzie dwa dni przed i wtedy będę nad tym rozmyślać. Teraz pasowałoby już opracować jakikolwiek plan - choć taki z grubsza. Z tego co wyczytałam, większość tak zwanych atrakcji będzie czynne między 11-tą a 16-tą, zatem trzeba je jakoś poupychać, a reszta na popołudnia. I jedzonko ehhh tak, wiem - wariant budżetowy z konieczności, ale jakieś minimum musi być - póki co napalam się na fiskeriet :D