Oslo - dzień pierwszy

I stało się. Norwegian o czasie i lecimy. Lot spokojny, obok starszy pan czyta sobie książkę - zerkam dyskretnie, ha! po norwesku! Nakręcam się podwójnie. Czy już wspominałam, że przywitałam się z panią stewardessą po norwesku, aonamnie chyba zrozumiała? :) Heh, brawo ja!
Zbliżając się do Gardemoen lekki niepokój - w dole biało, a woda w jakiejś ślepej odnodze fiordu zamarznięta.. Na szczęście na miejscu jednak 14 stopni i przyjemne ciepełko.
No dobra, po pewnym błądzeniu - moim skromnym zdaniem słabe oznakowanie z info jak się dostać do peronów pociągów. W końcu się udało. W punkcie Rutera kupuję od razu Oslo Pass na 72h i bilet na pociąg NSB do centrum Oslo. Koszt 101 koron więc znacznie taniej niż expresowy Flytoget, a czasowo podobnie, i też dosyć często jeździ (trzy linie R10, R11 i chyba L12). Taniej też niż autobusy Flybussen.
Zdecydowanie polecam zainstalować aplikację #Ruter. Bardzo pomocna w ogarnianiu połączeń, zarówno pociągów jak i komunikacji miejskiej w samym Oslo.
Acha, uwaga - bilet na pociąg kupiony w punkcie trzeba "walidować" - przy schodach ruchomych, którymi będziemy zjeżdżać na peron, na górze, są takie metalowe słupki - na górze mają bodajże strzałkę i ciemne okienko - czytnik. Przykładamy tam bilet i chwilkę trzymamy - wyskakuje informacja o czasie przez jaki będzie ważny ( ok 1,5h) i już.
Bilety kupione w automatach nie wymagają tego, a godzina upływu ich ważności jest od razu na nich wydrukowana.

Komentarze